Travellerspoint Blogi z podróży

ABT - Dzień 2

Budapeszt-Seged-przejście graniczne Roszke-Horgos

Obudził nas bezczelnie drący się w niebogłosy kruk. Widok joggingującego nieopodal Koreańczyka uświadomił nam jak blisko deptaka nocowaliśmy. Nie marnujemy czasu, jeszcze dobrze nie rozbudzeni docieramy na szczyt wzgórza do Cytadeli wzniesionej przez Habsburgów w okresie Wiosny Ludów. Z bliska oglądamy teraz obiekt o ciekawej historii, Pomnik Wolności widoczny chyba z każdego miejsca w Budapeszcie. Gdy wystarczająco nacieszyliśmy się panoramą śpiącego jeszcze Budapesztu (było dosyć wcześnie) zabraliśmy się za zwiedzanie Pesztu.

2_wpis.jpg

    Panorama Budapesztu z Cytadelii

Na pierwszy ogień poszedł neogotycki parlament strzegący najcenniejszej relikwii narodu węgierskiego – korny Św. Stefana. Obok gmachu znajduje się Kossuth ter(plac Kossutha), na którym w 1956 r. ludność stolicy manifestowała swój sprzeciw wobec komunistycznych rządów. Stanęliśmy także na Moście łańcuchowym – ‘środku’ państwa Węgierskiego, wszystkie bowiem przydrożne słupki liczące kilometry odmierzają odległość do tego miejsca. Wzniośle czułem się podczas spaceru symetrycznymi uliczkami starej części Pesztu, schludne kamienice i co chwile napotykane pomniki dodawały majestatu temu miejscu.

3wps.jpg

    Parlament

4wpis.jpg

    Pomnik Wolności

Nastała jednak pora na wyruszenie w dalszą drogę. Drugi raz na ten sam bilet wsiedliśmy do metra, nie ta linia. Za radą przechodnia po kilku tramwajowych przesiadkach dotarliśmy na wylotówkę na Szeged. Pierwsze oficjalne łapanie stopa ‘z kartonem’. Lekko stremowani stajemy przy drodze kusząc kierowców pięknym napisem na tabliczce Szeged/Serbia. Po 25 minutach ktoś się zatrzymuje. To do nas! Jest! Uczucie nie znanej wcześniej radości nie przeszkadza w sprawnym wrzuceniu manatków do samochodu kulturalnego i przyjaznego Madziara. Kierowca świetnie zna angielski, dobrze nam się rozmawia o wspólnej historii i podróżach. Żegnamy się kilka kilometrów przed Szeged na benzinkút. Pierwsze chińskie zupki dają nam siłę, aby zagaić pauzujących na parkingu tureckich tirowców. Bez skutku. Łapiemy dalej przy drodze. 40 minut i już siedzimy w przestronnym Oplu Astrze z węgierskim biznesmanem Erno. Okazało się, że sam kiedyś próbował hitch-hikingu, więc korzystając z jego doświadczenia zajęliśmy pozycję przy drodze przez niego wskazaną. Szybko zadziałało. Po 10 minutach wsiadamy do rozkładającego się kangura rozbrzmiewającego w dźwiękach przerażającego disco polo. Kierowca jest zadowolony, że jesteśmy polakami, sam ma kogoś w naszej ojczyźnie, czujemy wspólną więź. W tych ciężkich warunkach dojeżdżamy do granicy. Strona węgierska – kontrola raz, dwa. Idąc pasem niczyim z czerwonego samochodu marki Yugo Koral 55 woła nas pobudzony Serb. Pełni podejrzeń decydujemy się wsiąść. Napięcie narasta, zbliżamy się do kontroli, kierowca rozpoczyna żywą dyskusję z celnikiem. Po odbyciu odprawy euforia i radość. Przemyt? Wszystko wyjaśnia się 2 km dalej na бензинска пумпа. Kierowca dynamicznie wysiadł z samochodu i podniósł maskę. Z szerokim uśmiechem prezentował nam przewiezione bezprawnie przez granicę … baleron, szynkę, kiełbasę i inne wyroby. Byliśmy więc przykrywką dla lokalnej szajki szmuglerów. Chyba się do tego nadajemy, akcja wykonana perfekcyjnie.
Po krótkim pożegnaniu (niestety nie otrzymaliśmy niczego za nasz bierny udział w przemycie) dokonaliśmy szybkiej, wnikliwej wizji lokalnej. Dwie stacje benzynowe z płatnymi natryskami, droga na Belgrad i pola przeplatane sadami dookoła. Chcieliśmy się wyrwać stąd jak najprędzej, szybko zorganizowaliśmy autostopową placówkę. Długo ciągnące się kolejne minuty urozmaicił nam mieszkaniec pobliskiego miasteczka Horgos, akurat wyjeżdżający ze stacji. Gdy gorliwie próbował dowiedzieć się czegoś o harcerskim kapeluszu Patryka ja kokietowałem jego 50-cio letnią żonę, na próżno, na kolację nie zaprosiła. Po ich odjeździe nie czekaliśmy długo na następnych ciekawskich tubylców. Nowopoznanych, przybyłych na rowerach, nieskończenie dociekliwych i pomocnych bez zastanowienia ochrzciliśmy jako „Rumuński Gang Rowerowy”. Grupa podstępnie pragnęła dowiedzieć się co tu robimy, gdzie i kiedy będziemy nocować i co mamy w plecakach. Jedynie intuicyjnie podejrzewając zamiary przestępstwa spławiliśmy ich.
Przy trasie spędziliśmy jeszcze kilkanaście minut po czym nadszedł czas ażeby zwinąć interes. Podekscytowani kolejnym dniem (wszak znowu przesunęliśmy się o jeden kraj „w dół”), po upewnieniu się, że nie jesteśmy śledzony przez rowerowy gang rozbiliśmy namiot w przydrożnym sadzie.

Przebyta trasa: 182 km; Transport: 3 stopy

Wysłane przez carpini 08.02.2010 04:03 Tagged hitchhiking

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUponRedditDel.icio.usIloho

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

Comments on this blog entry are now closed to non-Travellerspoint members. You can still leave a comment if you are a member of Travellerspoint.

Enter your Travellerspoint login details below

( What's this? )

If you aren't a member of Travellerspoint yet, you can join for free.

Join Travellerspoint